piątek, 8 maja 2015

Majówkowa laba

by Aleksandra Drążkowska

Majówka klasy 2m to nigdy nie było byle co. Rok temu spędziliśmy niesamowity dzień w w niezwykłym miejscu jakim jest Heide Park. Choć wydawało się, że nic nie może przebić tak ciekawej wycieczki, tegoroczne wyjścia zaskoczyły nas swoim urokiem.
Na początku w naszych planach nie było wyjścia na kręgle, ale niestety jak zwykle myląca prognoza pogody, zniszczyła nam plany. Jednak zawsze pozytywnie nastawiona klasa wybrała się do kręgielni, gdzie powybijaliśmy wszystkie kręgle i zepsuliśmy... jeden tor. Oczywiście nie obyło się też bez krótkich wyjść do KFC czy McDonalda, gdzie każdy czternasto czy też piętnastolatek pragnie jeść swoje ulubione dania jakimi są fast-foody.
Następny dzień, który od samego początku był planowany na wyjście na świeże powietrze, odbył się bez żadnych zmian planów. Wszyscy wyruszyliśmy na godzinę 10.00 na Głębokie, gdzie spotkaliśmy się tylko po to, żeby wspólnie pojechać jednym autobusem albo po to, żeby rowerzyści samodzielnie wyruszyli w dalszą drogę. Choć powiedziano nam, że od przystanku na, którym wysiedliśmy, do celu naszej podróży dzieli nas zaledwie 150 metrów, to po dystansie 200 zrozumieliśmy, że zrobiono nas w balona. Jednak nie daliśmy się pokonać takim przeciwnościom losu i w końcu dotarliśmy do celu naszej tułaczki, gdzie czekały już na nas ławki, na których mogliśmy odpocząć. Gra zapowiadała się cudownie – bo przecież każdy by chciał kiedyś spróbować gry w paintball, prawda? Niestety przed grą czekały nas ciężkie próby. Musieliśmy udowodnić, że umiemy napisać swoje imię i nazwisko. Następne zadanie było jeszcze cięższe. Musieliśmy udowodnić, że umiemy słuchać, zwłaszcza gdy może to zapewnić nam bezpieczeństwo. Inaczej – musieliśmy wysłuchać zasad gry. Następną (i chyba najcięższą próbą) było założenie na siebie kombinezonów. Wszystkich odtrącał ich zapach i wygląd. Jednak i tę próbę przeszła dzielna klasa 2m, która później wyglądała... no cóż po prostu jak zespół śmieciarzy. Nałożenie masek też było nie lada wyzwaniem ale i temu sprostaliśmy. W końcu nadszedł czas na grę. Otrzymaliśmy ciężkie niczym głazy markery, drużyna żółtych jako pierwsza je wypróbowała. Potem czerwoni. Skierowaliśmy się każdy w swoją stronę i... gra się rozpoczęła. Żółci czekali, aż w końcu czerwoni wyruszyli na nich. Żółci byli gotowi, więc nie dziwnie było, że wygrali pierwsze starcie. Nadszedł czas na kolejną bitwę, której czerwoni nie mogli wygrać, wiedząc że przeciwników ogarnęła żądza mordu. Po potyczkach nadszedł czas na prawdziwą walkę, czyli przejęcie flagi. Choć żółci czuli się zwycięsko, tym razem nie udało im się zdobyć tego czego

pragnęli najbardziej. To jednak ich nie zniechęciło, czemu dowodzi ich wygrana kolejnej bitwy o flagę. Choć przewidziane było, że na tych walkach się skończy, uczniowie udowodnili, że potrafią być oszczędni, przez co musiało dojść do kolejnej demolki. Oczywiście nigdy nie może być tak, że wszyscy grają fair-play. Na szczęście oszuści zostali ukarani i zostali króliczkami. Gonieni przez bandę dzikusów już wiedzieli, że nie warto grać niesprawiedliwie... Jakże by inaczej, nie mogłoby się też obejść bez rannych. Kulki były wystarczająco mocne, żeby każdego choć raz zabolało uderzenie w łokieć, kolano czy też obojczyk. Na pewno klasa nigdy nie zapomni tego wyjścia!