Ruda Pieczarka
Dawno temu w lesie króla Marka
Rosła sobie Ruda Pieczarka
Do ogromnej jej świątyni
Przybywali wciąż pielgrzymi
Grzyb ten święty był tu w środku
W fascynującym ośrodku
Zaś nad Grzybem wieża była
Nad drzewa się wywyższyła
Obok lasu wielka góra
Nazywała się Drapchmura
Bowiem jej szczyt bez przymusów
Tykał najwyższych cumulusów
A w tej górze piękne miasto
W nim robione pyszne ciasto
Robione z hodowanych tu pieczarek
A władzę panował nad nim – Król Marek
Pewnego dnia coś się stało
Markowi było za mało
Jego przepysznych pieczarek
Chciał, by jego górnik Jarek
Wraz z jego całą drużyną
I jego żoną Haliną
Ogromną salę wydrążył
Jarek spokojnie by zdążył
Spełnić króla wizję
Jednak górnik miał kolizję
Z wielką skałą co zleciała
Żona Jarka nie wytrzymała
Drużynę wymordowała
Po czym siebie też zabiła
Ich historia się skończyła
Jednak straszna rzecz się stała
Nienormalna była skała
Zaczęła się ona zmieniać
W potwora co zaczął strzelać
Kolcami ze swego grzbietu
Robiąc tysiące kotletów
Z poddanych króla biednego
Wróćmy jednak do potwora złego
Był to wąż bardzo duży
Który głową ściany burzył
Na grzbiecie miał strzelające kolce duże
I miał sierść rudą; zaczął drążyć dziurę w murze
Król Marek był przerażony
Jednak, że był wyuczony
Pojechał on do świątyni
Gdzie była jego Bogini
Podszedł do niej i uklęknął
Przed tą Pieczarką piękną
Zerwał ją i zabrał do góry
Sięgającej najwyższej chmury
Wszedł on do niej do miasta
Tworzącego z grzybów ciasta
Zastał tam on potwora
Wyjął Pieczarkę z wora
Trzymawszy ją w ręce na potwora poleciał
Potwór od mocy Pieczarki się rozleciał
Marek od zagłady uratował świat
Zaś w miejscu Pieczarki posadzono kwiat
Przypominający o chwalebnym czynie
Z czego Król Marek teraz słynie
Dawno temu w lesie Króla Marka
Rosła sobie Ruda Pieczarka
Lecz już nie rośnie, bo Marek ją zerwał
NUTELLA
Rankiem
dzieci jedząc śniadanie
Brudzą
swoje czyste ubranie
Bo jedzą
sobie chlebek z Nutellą
Zamiast
jeść go z mozarellą
Nutella
ważąca 35 deko
Jest
smaczna niczym zagęszczone mleko
Więc nic
dziwnego, że dzieci ją jedzą
I każdą jej
cenę w sklepach śledzą
Brązowe
morze Nutelli na stole
Jest niczym
przerwa zaczynająca się w szkole
A mama
będzie bardzo wzburzona
Gdy zobaczy
brudne ubranie Szymona
I będzie on
musiał zmienić ubranie
Nie będzie
już więcej Nutelli na śniadanie
KREM
Gdy dawno
temu widziałem koty,
To
wyrządzałem im różne psoty.
Biłem je i
kopałem,
A nawet
daleko nimi rzucałem.
Później
przeniosło się to na dzieci,
Z rąk moich
leciały na nie śmieci.
Wiele
strasznych rzeczy jeszcze wyrabiałem,
Na przykład
w zabłoconych butach po łóżku skakałem.
Nikt nie
mógł już tego wytrzymać,
A mojej
mamie nie udało się tego zatrzymać.
Już nic się
chyba zrobić nie dało,
Gdy nagle
wszystko zahamowało.
Pewnej nocy
miałem sen,
A śnił mi
się w nim mój wymarzony krem.
Nigdy takiego
kremy nie widziałem,
Lecz tutaj
od razu go rozpoznałem.
Obok kremu
pojawił się człowiek,
Który w
ogóle nie miał powiek.
Powiedział
mi, że da mi ten krem
I, że
kiedyś na pewno go sobie zjem.
Lecz
najpierw kazał mi zagrać w pewną grę
I
powiedział, że jak przegram to wszystkich przeproszę.
Gdy okazało
się, że przegrałem,
To od razu
się popłakałem.
Gdy tak
płakałem to się obudziłem
I bardzo
się tym uszczęśliwiłem.
Tego dnia
tak długo spałem,
Że do
szkoły nie pojechałem.
Gdy
przypomniałem sobie sen,
Na mym biurku
pojawił się krem.
Chwilę
później krem był zjedzony,
A ja byłem
całkiem odmieniony.
Krem
zadziałał na mnie magicznie.
Stałem się
grzeczny błyskawicznie.
Wszystkich
grzecznie przeprosiłem
I wszystkie
me winy naprawiłem
Mikołaj Ciesielczyk























.jpg)




